Tak jak umiałem…
Przeglądając wstęp do pewnej książki o historii malarstwa, natknąłem się na coś, co poruszyło mnie bardziej niż wiele arcydzieł największych mistrzów.
Otóż posłuchaj, Czytelniku:
Pewien holenderski artysta, Jan van Eyck, podpisując niektóre swoje dzieła, do imienia i nazwiska dodawał dopisek:
„Tak jak umiałem.”
Niby nic, a jednak…
Dotarło do mnie (artysty amatora i profesjonalisty psychoterapeuty), czym jest istota tego dodatku. Dotarło do mnie, jakim dziełem sztuki jest to proste zdanie.
Tworzenie nie jest łatwe. Obraz, artykuł, wiersz, warsztat czy sesja psychoterapii — walczysz ze swoim lenistwem, brakiem kunsztu. I z największym krytykiem. Największym i najstraszniejszym. Takim, który zna nie tylko twoje najlepsze dzieła, ale widzi twoje słabości i patrzy ci na ręce przez cały proces twórczy. Takim, który wie, że to nie jest twoje największe dzieło, i porównuje cię z Picassem, Pearlsem, Słowackim czy Mozartem.
Oczywiście tym krytykiem jesteś ty sam.
Tylko ty nie masz dla siebie litości
Dla innych odbiorców twoje dzieło to po prostu coś. Albo się podoba, albo nie. Nikt nie ma dla twoich tworów zbyt wiele czasu.
Ale ty jako krytyk nie oceniasz po prostu dzieła. Oceniasz swoją wartość. Stawka jest wysoka. Presja — ogromna.
I tutaj wchodzi Jan van Eyck.
To proste zdanie „tak jak umiałem” jest efektem ogromnej pracy. Zawiera w sobie setki wysłuchanych od siebie krytycznych przemów. Dni i tygodnie depresji. Morza smutku. Desperacji, kiedy nie jesteś w stanie nic stworzyć. Poczucia braku wartości, kiedy nie jesteś perfekcyjny.
To jest pole gry.
Jedyną odpowiedzią na tę nieludzką surowość wobec samego siebie, na to zimne okrucieństwo, jest właśnie taka iskierka litości.
Odpowiedzią na to wszystko jest potraktowanie siebie samego jako człowieka — pięknego mimo swoich niedoskonałości.
Danie sobie tej odrobiny miłości i wsparcia, kiedy wiesz, że dałeś z siebie wszystko, ale i tak nie jest to najlepsze z twoich dzieł.
Wystarczająco dobrze…
Kiedy wpadniesz już na jakiś pomysł i zabierasz się do działania, masz przeczucie, że to będzie twoje największe arcydzieło, że stworzysz coś ważnego.
A potem, przy kolejnych maźnięciach pędzla, aranżacji akordów czy doborze słów do zdania, docierało do ciebie, że nie sprostasz temu, co sobie wymarzyłeś.
I teraz możesz wyrzucić to wszystko w diabły…
Albo właśnie położyć sobie metaforyczną, wspierającą rękę na ramieniu i szepnąć sobie:
„Dałeś z siebie wszystko. Tak jak umiałeś.”
Przeżyj tę krótką żałobę po niestworzonej perfekcji, dokończ i pokaż…
Michał Szadkowski – O mnie, Jeśli Ci się spodobało, będzie mi miło jak skomentujesz lub udostępnisz:)


Wielu z tych, którzy tworzą, słyszało często nawet swoje własne słowa – Skończyłem obraz. Nieprawda.
Obraz, mimo, że podpisany, że opatrzony datą nigdy nie będzie skończony. Może dlatego często powstają obrazy, utwory literackie, wiersze niosące ze sobą jakiś nieokreślony niedosyt. Pozdrawiam wszystkich twórców o realnym spojrzeniu na swe własne dzieła. W tle jest jeszcze ta położona na ramieniu ręka i szept – Odwagi, dasz radę