Nasruddin Anioł

Czas czytania: 2 min

Nasruddin Anioł – Czyli o tym, co może nas naprawdę przerazić

Pewnego ranka człowiek wędrował wzdłuż wybrzeża. Spokojnie stawiał krok za krokiem, ciesząc się morską bryzą. Nagle dostrzegł na horyzoncie postać. Zbliżała się szybko i wyglądała na bardzo zdenerwowaną.

Po chwili wędrowiec rozpoznał sylwetkę. To był Herkules! Legendarny heros biegł w jego stronę, zdyszany i roztrzęsiony, krzycząc:

— Zawracaj!

Kiedy się zrównali, wędrowiec zauważył, że Herkules był blady i spanikowany. Nigdy wcześniej nie widział go w takim stanie.

— Herkulesie! Co się stało? Co cię tak przeraziło? Ciebie – największego z bohaterów?

Herkules rozejrzał się, upewnił, że nic ich nie śledzi, po czym powiedział:

— Chodź, zawracajmy. Opowiem ci po drodze.

Opowieść Herkulesa

— Szedłem tą samą drogą co ty — zaczął Herkules. — Zatrzymałem się przy kopcu mrówek, bo zawsze lubię popatrzeć na ich pracę. Ale coś było nie tak. Mrówki leżały przywiązane na maleńkich leżaczkach, pod kolorowymi parasolkami, z drinkami w łapkach. Kiedy królowa mrówek mnie zauważyła, krzyknęła:

— Ratunku! Uwolnij nas, Herkulesie! Nie każ nam więcej odpoczywać!

Uwolniłem je, a one od razu zabrały się do pracy. Nie chciały rozmawiać, więc poszedłem dalej.

Dotarłem do wioski leniwców, gdzie zwykle panował cudowny spokój. Tym razem zastałem je przymocowane do bieżni treningowych. Kiedy któryś z leniwców zwalniał, bieżnia raziła go prądem, aż znowu przyspieszył. Uwolniłem je i rozwaliłem te okrutne maszyny w drobny mak.

Ale to nie koniec…

W kolejnych wioskach było tylko gorzej. Niedźwiedzie zmuszano do mycia zębów po każdym miodzie. Lisy siedziały w szkolnych ławkach i uczyły się etyki i prawa własności. Krokodyle oglądały komedie, żeby przestać płakać, a hieny – dramaty, żeby zrozumieć głębię smutku i przestać się śmiać.

Kiedy uwolniłem lwy karmione wyłącznie warzywami, coś zaczęło mi świtać. Ale dopiero w wiosce wesołych, tłustych fok zrozumiałem wszystko.

Nasrudin Anioł

– Powiem Ci tak wędrowcze. Zatłukłem hydrę i zszedłem do podziemnego świata, aby uprowadzić Cerbera. Nie boję się prawie niczego. Lecz gdy zobaczyłem, jak święty mędrzec Nasruddin wydaje rozkazy swoim „Bojownikom Dobra”, żeby pilnowali plemienia fok, któremu rozkazał się odchudzać… gdy zobaczyłem, jak na płaczliwe focze skargi zaczyna wymachiwać bronią i wrzeszczeć: „TO DLA WASZEGO DOBRA!” … spanikowałem …

Tylko jedna rzecz na świecie potrafi wywołać u mnie lęk:

Święci, którzy uważają, że wiedzą lepiej od Ciebie co jest dla Ciebie dobre.

Święci, którzy uważają, że maja prawo Cię do tego zmusić wszelkimi sposobami… dla twojego dobra.

Wędrowiec kiwnął głową. Nie musiał pytać więcej.

Zawrócili razem i ruszyli szybkim krokiem z powrotem, by jak najszybciej oddalić się od tej „Anielskiej Krainy”.


Czasem najgroźniejsze potwory niosą świetlisty sztandar.

Michał Szadkowski – O mnie, Jeśli Ci się spodobało, będzie mi miło jak skomentujesz lub udostępnisz:)

Share

Smok, który nie znał przepowiedni

Czas czytania: 2 min

O pewnym potworze, który robił to, co chciał – aż pękł.

Był kiedyś smok. Czarny, wielki, zły. Taki z tych najgorszych – nie tylko zionął ogniem, ale jeszcze z satysfakcją uwielbiał zjadać tłuste krowy, grabić skarby i porywać księżniczki. Czasem nawet nie dla okupu. Po prostu – dla rozrywki.

Wieśniacy próbowali z nim walczyć. Z widłami i pochodniami, z okrzykiem „Za wolność i przyszłe plony!” ruszyli na smoczą jamę. Ale smok miał inne zdanie. Jednym machnięciem łapy rozsypał ich po jaskini jak ziemniaki z przewróconego kosza. Jednych zjadł, reszta zdążyła zbiec – i tak się skończyło bohaterstwo ludowe.

Później przysłano rycerzy. Pojedynczo, w parach, a potem całą gwardią. Smok strącał ich z koni, topił w rzece, roztapiał zbroje samym spojrzeniem. I nie żeby był zły do szpiku kości – po prostu lubił wygrywać.

Zjechali się w końcu najlepsi: łucznicy, wojownicy z dalekich krain, nawet jeden szewczyk – sprytny, z twarzą niewinną, a owcami wypełnionymi siarką i prochem. Smok pozwolił mu nawet przywlec te owce do jego pieczary, lecz potem zmusił go, by część z nich zjadł, a resztę wrzucił do rzeki.

Ludzie byli zrozpaczeni. Wtedy to przypomnieli sobie o przepowiedni. Przyszli mędrcy, przeliczyli znaki, zapalili kadzidła i rzekli:

– Oto nadszedł czas. Smok może być pokonany tylko przez prawowitego króla, który sięgnie po miecz i ruszy do walki uzbrojony w prawdę, honor i odwagę.

Król nie był młody. Ani szybki. Ale wierzył w przepowiednie. Włożył trochę za ciasną zbroję, uniósł miecz – i ruszył. Smok wyszedł z jaskini, przeciągnął się, ziewnął – i jednym kłapnięciem zębów zakończył królewską karierę.

– To nie był prawowity król – ogłosili mędrcy. – Przepowiednia nie może się mylić.

I tak zaczęło się wysyłanie kolejnych kandydatów – królów, książąt, prezydentów i samozwańców. Każdy padał. Smok już nawet nie zionął ogniem. Czasem tylko spojrzał – i to wystarczyło.

Z czasem rycerze przestali przyjeżdżać. Księżniczki – ukryto. Skarby? Już nikogo nie obchodziły. Wieśniacy zauważyli, że jeśli podrzucą mu kilka krów pod jamę, smok nie wychodzi. Leży. Zje. Zaśnie. Cisza.

Minęły lata.

Smok tył, spał i śnił. Śnił o pojedynkach, rycerzach, walce… Trochę mu tego brakowało, ale coraz mniej. Już nie polował. Już nie latał. Nawet nie wiedział, że nie może – bo nie próbował.

Tuczył się i tuczył, aż stał się tak tłusty, że zapadł się w sobie i umarł na zawał serca.

Tak zakończyła się historia największego, najstraszniejszego smoka. Nie pokonał go ani miecz, ani ogień, ani los.
Pokonał go tłuszcz i brak wyzwań.


Rycerz cię nie pokona. Król cię nie pokona. Los cię nie pokona.
Lecz gdy spoczniesz na laurach – sam siebie pokonasz.

Michał Szadkowski – O mnie, Jeśli Ci się spodobało, będzie mi miło jak skomentujesz lub udostępnisz:)

Share

Piękno Wolnych Ogrodów.

Czas czytania: 2 min

Dawno dawno temu,

W odległych czasach, w królestwie pełnym tajemnic, żył mądry władca, który darzył przyrodę szczególną miłością. Pragnął, aby całe jego królestwo tętniło życiem, bujną zielenią i feerią barw. Z tego powodu wydał dekret, zgodnie z którym każdy mieszkaniec miał obowiązek codziennie tworzyć i pielęgnować swój ogród, aby królestwo rozkwitło pięknem natury.

Początkowo mieszkańcy, choć niechętnie, podporządkowali się woli władcy. Z biegiem czasu jednak ich frustracja rosła, kwiaty i zieleń, zamiast cieszyć oko, stały się obiektem ich nienawiści. W końcu niezadowolenie wybuchło z pełną mocą – ludzie zaczęli buntować się przeciwko nakazowi, niszcząc ogrody, które, jak twierdzili, były źródłem ich cierpienia.

Zaniepokojony buntem, władca zwrócił się o pomoc do swojego mądrego doradcy. Ten zasugerował, by władca zlikwidował przymusowe prawo i pozwolił ludziom samodzielnie decydować, czy chcą zajmować się swoimi ogrodami. Władca, przekonany słusznością tej rady, ogłosił zniesienie obowiązku.

Gdy mieszkańcy zrozumieli, że nie muszą już pielęgnować swoich skrawków zieleni pod przymusem, ich gniew zaczął powoli wygasać. Odkryli, że to nie same ogrody były źródłem ich frustracji, lecz przymus. Z czasem wielu z nich z własnej woli wróciło do uprawiania ziemi, czerpiąc radość z pracy, sadzenia roślin i podziwiania piękna kwitnących kwiatów.

Bez przymusu królestwo zaczęło rozkwitać jeszcze bardziej niż wcześniej. Wspaniałe ogrody przyciągały podróżnych z dalekich krain. Ci, którzy wcześniej buntowali się przeciwko nakazowi, teraz z dumą dbali o swoje zielone zakątki. Ci zaś, którzy mieli inne pasje, mogli podziwiać te cuda bez konieczności zajmowania się nimi. Królestwo stało się symbolem harmonii między człowiekiem a naturą.

W ten sposób władca nauczył się ważnej lekcji – to przymus, a nie sama czynność, wywołuje niechęć. Wolność okazała się żyzną glebą, która pozwoliła mieszkańcom odkryć radość i satysfakcję w kontakcie z naturą, przyczyniając się do rozkwitu i piękna całego królestwa.

Michał Szadkowski – O mnie, Jeśli Ci się spodobało, będzie mi miło jak skomentujesz lub udostępnisz:)

Share

Psychologiczna Ruletka: Czy Odważysz Się Zaryzykować?

Czas czytania: 2 min

Psychologiczna Ruletka: Czy Odważysz Się Zaryzykować?

Co Wybierasz: Pewność Nieszczęścia Czy Ryzyko Nadziei?

Wyobraź sobie stół do rosyjskiej ruletki. Trzymasz w dłoni ciężki, zimny rewolwer. Naprzeciwko siedzi ktoś, kto również jest gotów podjąć grę. Masz dwa wyjścia:

  1. Oddać broń i czekać na strzał – masz 50% szans na przeżycie.
  2. Strzelić do siebie – masz 100% pewności, że padnie śmiertelny strzał.

Co wybierasz? Racjonalna odpowiedź wydaje się oczywista: oddając kontrolę, dajesz sobie szansę na przeżycie.

Ale…

Pozorna pewność, nawet jeśli oznacza coś złego, wydaje się łatwiejsza do zaakceptowania niż niepewność, która może prowadzić do ocalenia.


Psychologia Wybierania Pewności Kosztem Szczęścia

Ludzie często wybierają gwarantowane niepowodzenie zamiast ryzykować lepszą przyszłość. Wolimy nie odezwać się do interesującej osoby, by uniknąć ewentualnego odrzucenia. Wolimy nie wysyłać CV, by nie doświadczyć porażki.

To zjawisko można nazwać psychologiczną ruletką – rezygnujemy z szansy na sukces, by uniknąć niepewności. Paradoksalnie, nawet jeśli „pewna” opcja jest negatywna, daje nam złudzenie kontroli, a to często wystarcza, byśmy czuli się bezpieczniej.

Innymi słowy: pewność nieszczęścia jest dla wielu bardziej znośna niż ryzyko.

Skąd to się bierze? Nasz umysł boi się rozczarowania. Pewność – nawet jeśli oznacza coś złego – daje nam poczucie kontroli. Jeśli z góry skazujemy się na porażkę, unikamy ryzyka odrzucenia, wstydu, zawodu. Czujemy, że mamy wpływ na wynik, chociaż ten wpływ skazuje nas na gorsze życie. Tyle że ten „komfort” ma swoją cenę.


Odwaga w Podejmowaniu Ryzyka vs. Ryzyko Utraty Szczęścia

Wybór pewności – nawet tej nieprzyjemnej – może wydawać się rozsądny, bo pozwala uniknąć rozczarowań i porażek. Ale to tylko złudzenie.

Unikając ryzyka, tak naprawdę ryzykujemy coś znacznie cenniejszego – własne szczęście i spełnienie.

Oczywiście, często wydaje się, że wybór pewności – nawet tej nieprzyjemnej – przynosi spokój, bo unika się rozczarowań czy porażek. Jednak ta „pewność negatywności” to tylko złudzenie. Kiedy odrzucamy możliwość zaryzykowania w imię komfortu, tak naprawdę ryzykujemy coś znacznie cenniejszego – nasze własne szczęście i spełnienie. I rozczarowanie w długim okresie.

Największe życiowe wygrane wymagają ryzyka. Nie zawsze możemy wybrać opcję w 100% bezpieczną i pozytywną, ale gdy pojawia się szansa na zmianę – czasem warto postawić na niepewność.

Paradoksalnie, wybieranie „pewnego nieszczęścia” jest najbardziej ryzykowną decyzją, jaką można podjąć.

Bo jeśli nie zaryzykujesz – przegrasz na pewno.

Niech ten tekst będzie dla Ciebie inspiracją. Zamiast wybierać bezpieczną, ale negatywną drogę, spróbuj czasem zagrać o coś lepszego. Oddaj pistolet w ręce losu – bo wygrana czeka na tych, którzy odważą się zaryzykować.

Michał Szadkowski – O mnie, Jeśli Ci się spodobało, będzie mi miło jak skomentujesz lub udostępnisz:)

Share

Moc, dobro i zło.

Czas czytania: 5 min

Czyli czego można dowiedzieć się, oglądając z dzieckiem kreskówki.

Ostatnio przytrafiło mi się kilka rzeczy. Po pierwsze, oglądałem z synem jakąś odsłonę Transformersów – Wojna o Cybertron. Muszę przyznać, że seria ciekawie wprowadza nowe odsłony bohaterów znanych mi od dzieciństwa. Megatron i Optimus Prime toczą ze sobą wojnę. Cała historia jest ciekawa przez to, że są starymi towarzyszami broni i przyjaciółmi, a poróżniło ich spojrzenie na filozofię. Obaj deklarują chęć pomocy dla swojego ludu. Obaj chcą być obrońcami. Jednak to, co ich różni to pryncypia. Megatron pragnie mocy, aby chronić swoich poddanych. Optimus, aby ich bronić potrzebuje mocy. Każdy z nich poszukuje artefaktów, aby wyprzedzić drugiego. Niby to samo, ale z tak małej różnicy wynikają ogromne skutki. Dla Megatrona moc i siła, na początku niby jako środek do celu, stają się celem samym w sobie. W rezultacie, ten z początku pełen obowiązku żołnierz, zaczyna używać swoich poddanych, aby osiągnąć wielką moc. Seria pokazuje w dość przekonujący sposób, jak Megatron się degeneruje. Z postaci z dobrymi chęciami zmienia się w potwora używającego własnych poddanych jako przedmiotów (dosłownie).

Optimus Prime właściwie zaczyna w tym samym miejscu co Megatron. Pełen wątpliwości i dobrych chęci przywódca, tylko po drugiej stronie barykady. Jednak autoboty mają zasadę, o którą walczą: „Wszelkie świadome istoty, mają prawo być wolne”. I to ratuje Optimusa, mimo chwil zwątpienia.

Algorytmy YouTube a dobro i zło

Po drugie, chciałem zacząć wprowadzać mojego syna w podstawy pop kultury. Pokazałem mu Luka Skywalkera, Gandalfa i Frodo Baginsa. A przez to algorytm YouTube zaczął mi ostatnio podrzucać ogromną dawkę nerdowskich filmów o Star Wars i Władcy pierścieni. (Muszę przyznać, że w dzisiejszych czasach powinna obowiązywać zasada, „Pokaż mi jakie masz propozycje filmów na YT a powiem ci kim jesteś” :D)

Szczególnie Gwiezdne Wojny Lucasa są godne polecenia do analizy psychologicznej, bo mniej znanym faktem jest, że Lucas pisał pierwszą sagę (IV-VI) na podstawie „Monomitu” Josepha Campbela. „Monomit” to archetypiczna droga bohatera i został stworzony na podstawie analizy Mitologii wszelkich kultur, od inuitów i aborygenów, przez hinduizm po judeo-chrześcijaństwo.

Ciekawe jest spojrzenie na dobro i zło w tych światach. A jest to spojrzenie przez pryzmat mocy i władzy. W gwiezdnych wojnach ta moc nazywa się nawet „Moc” (co uważam za cudowne, bo przecież o to chodzi😊). We Władcy Pierścieni symbolizowana jest przez pierścień władzy, który kusi najpotężniejsze istoty śródziemia. Kusi w wyrafinowany sposób:

-„Skorzystaj ze mnie, pomyśl ile dobra możesz uczynić posiadając taką siłę”

Dobre postaci muszą oprzeć się pokusie. I to, że potrafią się oprzeć wizji mocy, mocy niby dla czynienia dobra, pokazuje ich mądrość i właśnie to, po której stronie stoją, bo wiedzą, że moc dla dobra kończy się mocą dla mocy. Intencje to za mało.

W gwiezdnych wojnach mamy 2 bohaterów, Dartha (Anakina Skywalkera) Vadera i jego syna Luka Skywalkera. Obaj są potężni, jednak Anakin, z troski o ukochaną żonę, daje się skusić ciemnej stronie. Jego mroczny mistrz przekonuje go: „Pomyśl, ile dobra można osiągnąć z taką potęgą”. Jednak ten oparty na dobrych intencjach krok, małe wykorzystanie istot jako przedmiotów a nie podmiotów, jeden kompromis sprawia, że granica decyzji powolutku przesuwa się w stronę mroku. Aż w końcu Anakin kończy jako zbrodniarz i morderca.

To tylko środek do szczytnego celu, potem Cel uświęca środki, a potem liczy się już tylko cel za wszelką cenę…

O naturze zła i komu się lepiej przyjrzeć.

I teraz ciekawostka. Chcę tu napisać o moim olśnieniu.

Ten sam algorytm youtuba zaczął mi podrzucać oprócz styli walki rycerzy Jedi i ekonomii Rohanu, filmiki w stylu „Dlaczego imperator miał rację” lub „Filozofia Saurona”. Po przyjrzeniu się co tam jest w środku, zrozumiałem. Argumenty zła są zawsze takie same.

„Nie ma czegoś takiego jak zło, są tylko punkty widzenia”

„Robię to dla większego dobra”.

„Wiem lepiej niż inni i dlatego dla ich dobra powinienem rządzić”.

„Robię to dla twojego dobra”

I ku mojemu zdziwieniu nawet w nerdowskim światku Gwiezdnych wojen i Władcy pierścieni, ktoś jest w stanie to kupić. Imperator miał rację, może wyrżnął swoich przeciwników, ale zapewnił porządek… Sauron może i robił złe rzeczy, ale dlatego, że był skrzywdzony i nie umiał inaczej.

To nie tyle zło, co bohaterowie tragiczni…

Chcieli dobrze, robili jak umieli, nie możemy oceniać. To dla większego dobra. To dla twojego dobra, bo ja wiem lepiej co jest dla ciebie dobre. W sumie dobro i zło to tylko słowa, zależy, gdzie stoisz, jaką masz historię. Świat nie jest czarno biały, wszystko jest trochę szare….

Dokładnie to samo co …

Natknąłem się ostatnio na cykl wykładów historyka Stephena Kotkina. Kotkin napisał gigantyczną biografię Stalina. Nie szczędził tam szczegółów, naprawdę obserwował i stworzył kompleksową sylwetkę. I najsmutniejsze jest to, że wydaje się, że nawet Stalin nie myślał o sobie, że jest zły. Wydaje się, że naprawdę wierzył w socjalizm i komunizm. Uważał, że jego czyny to tylko środek do celu, który przyniesie później większe dobro. Wynik, to kilkadziesiąt milionów zamordowanych ludzi i niepoliczalna ilość złamanych i przetrąconych żywotów. Dla większego dobra… A zło zależy tylko od punktu widzenia.

I to właśnie jest natura zła

Zło mówi, że to dla większego dobra.

Zło nie mówi, że jest złe. Mówi tylko, że zła nie ma.

-To zależy od punktu widzenia, zrozum motywy, ile jest odcieni szarości, ile dobra możesz osiągnąć dzięki kompromisom, wybierz mniejsze zło. Nie ma nic takiego jak jedna moralność czy prymitywne pojęcia zła. –

Bo gdy to tylko przyjmiesz, to w tle jest też, że skoro nie ma zła, to nie ma też dobra. Jeśli przyjmiesz to rozmycie i ambiwalencje, że nie ma zła i nie ma dobra, to zostaje tylko moc i władza. Bo dzięki temu cele nie są ani dobre, ani złe, środki nie są dobre ani złe. Są tylko skuteczne lub nieskuteczne.  

„Władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie… A wielcy ludzie to z reguły źli ludzie…” – lord Acton

I ostatnie może nie tak mroczne, ale bliższe codzienności zdanie mrocznej strony mocy:

Wiem od ciebie lepiej co jest dla ciebie dobre, i zrobię to dla twojego dobra, czy tego chcesz czy nie.

To zdanie często może opisać postawę młodych terapeutów, którzy naprawdę mają absolutnie czyste intencje. Którzy chcą pomagać, tylko którzy w którymś momencie zapomnieli o czym przestrzegali nasi nauczyciele i najwięksi teoretycy.

„Dobre intencje to za mało. Nie da się komuś zrobić dobrze wbrew jego woli” A co dla mnie najlepiej wyraził akurat Milton Friedman: „Wszelka dobra intencja jest przekreślona przez użycie przymusu, którym chcesz to dobro wprowadzać.”

Więc podsumowując moje olśnienie, jeśli słyszę:

Nie ma moralność, to tylko punkty widzenia i odcienie szarości i kompromisy. To dla większego dobra. To dla twojego dobra, czy tego chcesz czy nie.

To absolutnie natychmiast zapala mi się lampka ostrzegawcza „przyjrzyj się lepiej z kim masz do czynienia” Bo tak właśnie kusi i usprawiedliwia się zło.

I zostaje z takim memento, niech mi na co dzień towarzyszy w pracy, bo o wielu rzeczach można dyskutować, ale o tym nie:

„Każda świadoma istota jest podmiotem, a nie przedmiotem. Jest celem samym w sobie i ma niezbywalne prawo być wolna. Na swoją dolę i niedolę. Nie ma tutaj kompromisów.” – Tak mówi dobro

Michał Szadkowski – O mnie

Drogi czytelniku/czytelniczko skoro dotarłeś już tutaj, będzie mi miło, jak skomentujesz lub udostępnisz:)

Polecam też najnowszy wpis na moim blogu.

Share

Opowieść o myśliwym, niedźwiedziu i najbardziej oklepanym tekście w historii filozofii egzystencjalnej

Czas czytania: 2 min

Opowieść o myśliwym, niedźwiedziu i najbardziej oklepanym tekście w historii filozofii egzystencjalnej

Był sobie młody myśliwy Karol. Pewnego razu poszedł na polowanie. Chodził po lesie, aż nagle spotkał niedźwiedzia. Niedźwiedź był niedźwiedziem, wiec ryknął, warknął, stanął na tylnych lapach i rzucił się do ataku.  Karol nie zastanawiał się długo, odwrócił się na piecie i zaczął uciekać. Nie dość szybko jednak. Nagle poczuł na nodze ostre uderzenie niedźwiedzich pazurów. To go zmobilizowało i w końcu uciekł. Dobiegł do wioski…

– Niedźwiedź! Niedźwiedź mnie okaleczył. Rozwalił mi nogę!

Mieszkańcy wioski zbiegli się, żeby zobaczyć naszego poranionego myśliwego.

Karol zaczął krzyczeć z bólu i złorzeczyć na niedźwiedzia i własny los.

Tak był zajęty swoją urazą, że nie miał czasu iść do lekarza, żeby ten opatrzył mu obrażenia. Wdało się zakażenie, rana źle się goiła. Pojawiła się gorączka. Nasz bohater obudził się w domu medyka. Niestety z amputowaną nogą. Kiedy to zobaczył, ogarnęła go wściekłość i żal. Wydał z siebie ryk:

– Dlaczego JA!!???

Przybiegł lekarz, próbował uspokoić naszego bohatera. Pocieszyć, nauczyć go korzystać z protezy.  Bez rezultatu.

Nasz bohater odtrącał wszelką pomoc. Myśli o niesprawiedliwości i przeklętych niedźwiedziach, zajęły go całkowicie. Zaczął żebrać i pić. Pogrążał się w swojej urazie.

Tak wiódł swoje dni. Opowiadając za garść monet, każdemu, kto jeszcze chciał go słuchać, swoją historię… mijały lata.

Któregoś dnia Karola obudziły krzyki i wiwaty z ulicy.

– To Sar!

– Brawo Sar!

Karol otworzył oczy i zobaczył człowieka.

Człowieka bez nogi, z hakiem zamiast ręki, kierującego się w stronę lasu.

Bratnia dusza – pomyślał – ten to mnie zrozumie…

– Jestem Karol, a Ty kim jesteś?

– Jestem Sar.

– Co ci się stało? – spytał nasz były myśliwy.

– Niedźwiedź odgryzł mi rękę i tak mnie poharatał

że lekarz musiał odciąć mi nogę – odparł Sar.

– Rozumiem! Dobrze rozumiem! Cholerny niedźwiedź!

– A ty jak sobie radzisz? – spytał Sar.

– Miałem być myśliwym, ale przez niedźwiedzia straciłem nogę.

Przeklęty niedźwiedź. Jak mam godnie żyć bez nogi?!!

– Hmm to ciekawe, ja idę do lasu polować – powiedział Sar.

– Ale… ale przecież… niedźwiedź odgryzł ci nogę!?

Sar spojrzał mu w oczy i powiedział spokojnie.

– Nie ważne, co z tobą zrobiono, ważne, co Ty zrobisz, z tym, co z tobą zrobiono.

Poprawił protezę, zahaczył kuszę o hak i jak co dzień pokuśtykał do lasu… na polowanie.

Michał Szadkowski – O mnie

Jeśli Ci się spodobało, będzie mi miło jak udostępnisz:)

Share

Jakie to banalne…

Czas czytania: 3 min

Jakie to banalne…

Działo się to w Chinach, kilka tysięcy lat temu…

Sun Tzu jeszcze się nie narodził, Konfucjusz był niemowlakiem, a Lao-Tze, no cóż, był Lao-Tze, więc nie wiadomo właściwie co się z nim działo…

Noc

Poeta Xiao Li siedział w celi śmierci. Podczas jednego ze swoich wystąpień publicznych, nieopatrznie i złośliwie zadrwił z cesarza. Jakieś nieżyczliwe języki doniosły komu trzeba, a cesarskie sądy w tamtych czasach, miały tylko jeden sposób na obrazoburców nefrytowego tronu. Wyrok zapadł szybko i bez odwołania.

Xiao nie mógł się z tym pogodzić, przez głowę przelatywały mu plany epickich tomów, których nie zdążył napisać i marzenia o smaku wina, którego nie zdążył wypić. Rozmyślał nad nieskończonymi manuskryptami i szkicami wierszy, które leżały w szkatułce pod jego łóżkiem.

– Gdybym miał jeszcze czas… choć jeden rok… chociaż miesiąc – myślał z udręką.

Kiwał się na swoim posłaniu, kiedy nagle z przeszywającym „Bonggggg….” uderzył dzwon, zwiastujący północ w cesarskim mieście.

Xiao li zamarł na kilka chwil… nagle, otworzył szeroko oczy i zaśmiał się gromkim śmiechem. Z rękawa wyszarpnął kawałek szaty, a z włosów węgielek do pisania. Gorączkowo zaczął notować. Kiedy skończył, przyjrzał się notatce. 

– Jakie to banalne – powiedział cicho i uśmiechnął się do siebie.

Rozejrzał się po celi. Zauważył pozostawiony tam chleb i wodę. Spokojnie podszedł do miski, usiadł z nią na łóżku i zaczął żuć ze smakiem chleb. Następnie wziął łyk wody, posmakował przez chwilę i wychłeptał ją do końca. Oblizał się jak syty kocur. Wstał, rozprostował się, zrobił z namaszczeniem kilka kroków, kilka oddechów. Następnie spokojnie położył się na łóżku i smacznie zasnął.

Dzień

Następnego dnia, poeta dziarskim krokiem podążył za strażnikami na miejsce kaźni. Podszedł do kata i ukłonił mu się z szacunkiem. Rozejrzał się po świecie. Wziął oddech i z uśmiechem położył głowę pod miecz. Jedno szybkie cięcie zakończyło czas Xiao Li.

Stary kapitan straży, który sprzątał celę po poecie, zobaczył kawałek tkaniny na łóżku. Już miał ją wyrzucić, kiedy ujrzał nakreślone na niej znaki. Był starym kapitanem i umiał czytać, więc tak też się stało, że przeczytał ostatni wiersz Xiao Li.

– Jakie to banalne – pomyślał po lekturze.

Kilka dni później…

Kilka dni później na radzie pałacowej, Cesarz rozważał co zrobić z barbarzyńcami, nękającymi północne prowincje. Wiele już lat wysyłał karne ekspedycje, ale to było jak walka z deszczem. Plemiona uchylały się przed armią cesarza, jak woda przed mieczem. Cesarz poprosił o radę. Jeden z inżynierów cesarskich przedstawił pomysł wielkiego muru.

– A ile to zajmie?! – spytał Cesarz.

– Około 80 lat, Panie – odpowiedział inżynier.

– Jaki sens ma zaczynanie czegoś czego ani ja ani ty, nigdy nie skończymy? – Zastanawiał się na głos Cesarz.

Wtedy do Cesarza podszedł kapitan straży. Szeptał mu chwilę do ucha i wręczył mu kawałek szaty z ostatnim wierszem Xiao li.

– Jakie to banalne – po lekturze, powiedział Cesarz.

Nagle zastygł w bezruchu… Przez chwilę patrzył nad głowami dworzan w odległy punkt sali tronowej… Równie nagle jak zastygł, otrząsnął się i pewnym głosem wydał 2 dekrety… Rozkazał rozpocząć budowę muru i…postawić pomnik Xiao Li.

80 lat później…

80 lat później obecnie panujący Cesarz, wnuk starego cesarza, patrzył na odsłonięcie pomnika Xiao li. Właśnie wypełniał jedno z ostatnich życzeń swego dziada. Jego dziad prosił, aby w dniu ukończenia Wielkiego Muru, postawić pomnik poety, a na cokole wyryć jego ostatni wiersz.

– Jakie to banalne – pomyślał Cesarz, patrząc na cokół pomnika stojącego u stóp wielkiego muru. Następnie, ciepło się do siebie uśmiechnął i odszedł, aby zająć się cesarskimi sprawami…

Na cokole było wyryte:

„Motyl tylko kilka dni, swym pięknem błogosławi łąkę,

Kwiat rozkwita pełnią swego blasku i umiera,

Nieważne ile masz jeszcze czasu,

znaczenie ma tylko, jak go spędzisz…”

Michał Szadkowski – O mnie

Jeśli Ci się spodobało, będzie mi miło jak udostępnisz:)

Share

Niecierpliwy głód

Czas czytania: < 1 min

Niecierpliwy głód

Pewien człowiek miał ochotę na szarlotkę. Postanowił ją upiec własnoręcznie.
Znalazł przepis, sprawdził składniki i zobaczył, że może zacząć.
Przepis podawał, że za 3 godziny będzie mógł cieszyć się pysznym ciastem.
3 godziny? Pomyślał. To za długo. Nie mogę tyle czekać. Poszukam innego przepisu.
Przez następną godzinę przeszukiwał znalezione w domu książki kucharskie,
aż znalazł przepis, który obiecywał szarlotkę w 2 i pół godziny.
2 i pół godziny? Pomyślał. To za długo. Nie mogę tyle czekać. Poszukam lepszego przepisu.
Przez następne godziny przeszukiwał Internet, aż znalazł przepis na pyszną szarlotkę w 2 godziny i 15 minut.
2 godziny i piętnaście minut?? Pomyślał. Nie mogę tyle czekać. Chcę szarlotkę natychmiast.
Może odwiedzę znajomego eksperta kucharza, jeśli nawet on nie zna przepisu,
to może mi chociaż poleci kogoś kto zna. Musi być jakiś sposób… Wyruszył.

Słyszałem, że od kilku tygodni ten człowiek nie zjadł szarlotki.
Nie miał kiedy. Cały czas szuka przepisu, który da mu szarlotkę natychmiast.

Michał Szadkowski – O mnie

Jeśli Ci się spodobało, będzie mi miło jak udostępnisz:)

PS.
Istnieje też, podobno przez kogoś wymedytowany, komentarz do tej opowiastki.
Oto on:
Jeśli poradzisz sobie z czasem, poradzisz sobie z lękiem.
Jeśli poradzisz sobie z lękiem, poradzisz sobie z życiem

Share