Jest wiele takich jak ona. Ale ta jest moja.

Czas czytania: 3 min

Czyli co wspólnego ma pieśń Marines z miłością.

„This is my rifle. There are many like it, but this one is mine.”

Ten cytat z pieśni Marines zawsze wydawał mi się jednocześnie absurdalny i głęboko ludzki. Bo przecież karabin jest produktem seryjnym. Fabryka wypluwa tysiące identycznych egzemplarzy. Metal, plastik, numer seryjny. Obiektywnie rzecz biorąc — jeden z wielu.

A jednak żołnierz dostaje właśnie ten konkretny egzemplarz. Nosi go. Czyści. Zasypia obok niego. Idzie z nim przez błoto, strach i samotność. I po jakimś czasie to już nie jest „jeden z wielu karabinów”.

To jest jego karabin.

Nie dlatego, że był idealny. Nie dlatego, że był najlepszy na świecie. Tylko dlatego, że przeszedł z nim kawałek życia.

I mam czasem wrażenie, że dokładnie tak działa miłość.

Bo może jednym z największych kłamstw współczesności jest przekonanie, że gdzieś istnieje „ta jedyna”, perfekcyjnie dopasowana osoba. Że jeśli będziemy wystarczająco długo scrollować Tinder, analizować red flagi, green flagi, style przywiązania, horoskopy, kompatybilność emocjonalną i wspólne zainteresowania, to znajdziemy człowieka, przy którym wszystko będzie oczywiste i bezwysiłkowe.

Jakby sens relacji był ukryty w obiektywnych cechach drugiego człowieka.

A ja coraz częściej myślę, że to działa odwrotnie.

To więź nadaje znaczenie.

Nie obiektywność.

Nie idealne dopasowanie.

Nie ranking cech.

Więź.

Bo prawda jest taka, że istnieją tysiące ludzi, z którymi potencjalnie moglibyśmy stworzyć udany związek. Tysiące. Może dziesiątki tysięcy. Ludzie są dużo bardziej kompatybilni, niż chcieliby romantycy i algorytmy aplikacji randkowych.

Tylko że człowiek nie zakochuje się naprawdę w „najlepszej możliwej opcji”. Człowiek zakochuje się w historii, którą współtworzy.

W „nas”.

I właśnie to „nas” jest święte.

Bo kiedy razem przeżyjecie pierwsze wakacje, pierwszy kryzys, pierwszą stratę, wspólny śmiech o drugiej w nocy, narodziny dziecka, chorobę kota, przeprowadzkę, lęki, tysiące małych rytuałów — ta osoba przestaje być „jedną z wielu”.

Staje się twoja.

Nie w sensie własności. Nie jak przedmiot.

Tylko w sensie przynależności historii.

Tak jak mówi się:
„To mój przyjaciel.”
„To moja mama.”
„To mój człowiek.”

Nie dlatego, że inni nie mogliby pełnić podobnej roli. Tylko dlatego, że właśnie z nim przeszedłeś ten kawałek drogi.

Mam czasem wrażenie, że dzisiejszy świat strasznie boi się tej prawdy. Bo jeśli sens relacji tworzy się przez wspólne doświadczenie, lojalność i czas… to oznacza, że miłość nie jest tylko uczuciem. Jest też decyzją.

A decyzja oznacza rezygnację.

„Wszystko przemija, a wybór wyklucza.”

Kiedy wybierasz jednego człowieka, rezygnujesz z miliona innych potencjalnych historii. I to budzi współczesny egzystencjalny lęk. Bo może „tam gdzieś” istnieje ktoś jeszcze bardziej dopasowany? Jeszcze bardziej atrakcyjny? Jeszcze bardziej ekscytujący?

Pewnie istnieje.

I co z tego?

To trochę jak z domem rodzinnym. Obiektywnie istnieją piękniejsze domy. Lepsze kuchnie. Wygodniejsze kanapy. Ale kiedy wracasz po latach do miejsca, gdzie ktoś robił ci herbatę podczas gorączki, gdzie słyszałeś rodziców, gdzie płakałeś po pierwszym rozczarowaniu — to już nie jest tylko budynek.

To jest twój dom.

Znaczenie nie powstało z jakości ścian.

Powstało z więzi.

I chyba dlatego relacje tak bardzo niszczy współczesny perfekcjonizm. Ta część kultury, która mówi:
„Możesz znaleźć lepszą opcję.”
„Nie ograniczaj się.”
„Zasługujesz na więcej.”
„A może ktoś idealniejszy jest dwa swajpy dalej?”

Tylko że człowiek to nie telefon do wymiany co dwa lata.

A miłość nie jest castingiem.

Najpiękniejsze związki, jakie widziałem w życiu, nigdy nie były idealne. Czasem nawet z zewnątrz wyglądały dziwnie. Ludzie mieli różne temperamenty, wady, nawyki doprowadzające się nawzajem do szału. Ale mieli coś ważniejszego.

Mieli wspólny świat.

Wspólny język.

Wspólne doświadczenie cierpienia i zachwytu.

A tego nie da się kupić ani zoptymalizować.

To trzeba przeżyć.

Donald Winnicott, brytyjski psychoanalityk, miał pojęcie „wystarczająco dobrej matki”. Nie idealnej. Wystarczająco dobrej. I może dokładnie tak samo jest z miłością.

Nie szukajmy idealnej osoby.

Wybierajmy wystarczająco dobrą.

A potem, poprzez tysiące wspólnych chwil, uczyńmy ją kimś niepowtarzalnym.

To więź tworzy wyjątkowość.

Nie wyjątkowość tworzy więź.

I może właśnie dojrzała miłość zaczyna się wtedy, kiedy przestajesz pytać:
„Czy to najbardziej idealna osoba na świecie?”

A zaczynasz mówić:
„Jest wiele takich jak ona. Ale ta jest moja.”

I nagle okazuje się, że to wystarcza.

Share

Przygarnij potworka

Czas czytania: 5 min

Przygarnij potworka

Załóżmy, że jest w tobie potworek. Taka malutka, łatwa do przeoczenia istotka. To może być np. „Uwielbiający słodycze” lub bestyjka ”Wypiję jeszcze tylko jednego”. To może być potworek „W lato obracam się za każdą kobietą w sukience” lub tyci demonek „Wstyd się przyznać, ale z przyjemnością patrzę na muskularnych facetów z jednodniowym zarostem i nie ważne, czy potrafią dodawać”.

Bakcylek torebek za pół pensji, nigdy nie skasowanego z telefonu Tindera, albo świntuszek wieczornych, samotnych seansów, przy krótkich filmach bez dialogu, za to, z plejadą zmieniających się aktorek.

W każdym razie, jest to jakaś twoja słabostka, której jesteś bardziej lub mniej świadom, ale która nie mieści się w twoim wachlarzu tematów, którymi dzielisz się z przyszłymi teściami przy wigilijnym stole.

Pewnie próbujesz walczyć z potworkiem. W kuźni słuszności, w ogniu przykazań dobrego żywienia i dobrego smaku, wykuwasz miecz poczucia winy i… szarża na bydlaka. Bitwa.

Uderzasz mocnymi ciosami wstydu i zaklęciami: „To się więcej nie ma prawa powtórzyć”, „Od jutra z tym koniec” i „Tak nie można, co by powiedział/a/eli  (znajomi, mama, tata, mąż, żona, papież)?”.

Wreszcie, po ciężkiej walce i użyciu całej mocy magii poczucia winy, zapędzasz potworka w mroki nieświadomości… i  jak zwycięzca odchodzisz do swoich spraw.

Tylko gdybyś człowieku zobaczył jego minę…

Gdybyś spojrzał…

Zobaczyłbyś wielki syty uśmiech.

A gdybyś przysłuchał się dźwiękom, które wydaje…

To usłyszałbyś błogie: „mniam, mniam, mniam”.

On tylko na to czekał…

Bo im bardziej z nim walczysz, tym staje się silniejszy.

Cykl Życiowy Potworka

Cykl życiowy potworka jest następujący. Pojawia się pod postacią drobnej myśli o grzeszku. Następnie zaczyna tuczyć się na twoim zgorszeniu i poczuciu winy.  Kiedy urośnie wystarczająco, atakuje.

Przejmuje kontrolę, a ty kończysz o 2 w nocy z buzią wysmarowaną resztkami czekolady, niepotrzebną torebką albo trzecią wiertarką. To przynosi ulgę od poczucia winy. Na chwilę. Bo zaczyna się moralniak i zaklęcia „To się więcej nie powtórzy”… Zakończone twoim niby zwycięstwem, a tak naprawdę słodkim ”mniam, mniam, mniam” potworka.

Potworek: Cześć! Może zjemy dziś hamburgera?

Ty: Jestem potworem, skąd u mnie, weganina, takie myśli? Tam krowy i kurczaki giną w męczarniach (poczucie winy).

Potworek: Mmm… mniam, mniam, mniam (Zwiększanie rozmiaru i siły)

Jak widzisz ten nasz pan słodyczowy, zboczony, czy też inny podobny, wszystkie mają jeden ulubiony posiłek, a jest to twoje poczucie winy. Na tym, tak naprawdę, się pasą. Czerpią energię z twojej niechęci i z twojej nienawiści. Taplają się w pogardzie, jak ryba w wodzie. Nie da się z ich zabić. Nie da się ich zniszczyć, nie da się ich pokonać w walce.

Bo im bardziej z nimi walczysz, tym stają się silniejsze…

Communi humana natura monstrum

Zdradzę ci tajemnicę, one wszystkie należą do jednego gatunku. Jego nazwa łacińska brzmi „Communi humana natura monstrum” co  w wolnym tłumaczeniu oznacza: „Pospolity potworek człowieczeństwa”.

Ten sympatyczny stworek, to część twojej cudownej człowieczej natury. To twoje słabostki. Jeśli myślisz, że to tylko twoja przypadłość to, no cóż, źle myślisz. Bo potworek człowieczeństwa mieszka u jakichś 7,5-8 miliardów ludzi, czyli w skrócie, u wszystkich. To część twojej natury. A jeśli myślisz że da się zniszczyć własną naturę, to do zobaczenia o 2 w nocy, w posłaniu ze sreberek po czekoladzie i pustych opakowań po batonikach.

Biada nam! Co robić?

Potworek człowieczeństwa nigdzie się nie wybiera. Potworka nie da się utłuc. Nie da się go zwalczyć, bo on się na tym tuczy. Potworka nie da się usunąć chirurgicznie ani wyleczyć tabletkami. Ale jest inne wyjście…

Zobaczyć go i pokochać. Przygarnąć. Uznać, że jest, będzie i nie wyganiać. Uznać w samym sobie człowieka. Z uśmiechem na ustach przyznać się przed sobą, do własnych słabości. Nie oznacza to, żeby podszeptom od potworka bezmyślnie ulec. Nie. Chodzi o to żeby przyznać i zaakceptować, że są, będą i mają prawo być. Nie oznacza to, że trzeba za nimi podążać. Tylko żeby potraktować je z życzliwością, tak jak traktuje się szczebiot dziecka.

Czyli, kiedy potworek podszeptuje ci jakąś myśl, możesz zareagować oburzeniem i samobiczowaniem. Efekt? On i tak pewnie dostanie czego chce albo utuczysz go poczuciem winy i dostanie to później, jak będzie większy i silniejszy. Możesz też spróbować przywitać go z radością, sympatią i wzruszeniem. Jak dawno nie widzianego przyjaciela, którego znasz od zawsze:

– Wstydź się! Znowu (myślałeś o hamburgerach/spóźniłeś się/ nie trzymałeś diety/ siedziałeś trzy godziny na Fejsbooku/ spędziłeś weekend z Netflixem itd…)co?! Hańba! – krzyczy potworek. W międzyczasie zawiązuje serwetkę pod szyją. I oczekuje z nożem i widelcem na sycącą porcję poczucia winy.

– Oj dawno Cię nie było, Panie stary zgrywusie!

– … – konsternacja potworka.

– Strasznie się cieszę, że Cię słyszę! Co tam u Ciebie?

– … – następuje próba wycofania się do jaskini.

– Muszę Ci coś wyznać… stęskniłem się za Tobą!

– Hańba? – malutki już potworek, cichutkim głosikiem próbuje starych sztuczek.

– Kocham cię Stary!!

– AAAAAaaaaaa……- kochana acz przerażona istotka, ucieka żeby skryć się w zakamarki nieświadomości.

Coś, co żywi się twoją nienawiścią i poczuciem winy, nie potrafi sobie poradzić z twoją akceptacją i życzliwością. Zmniejsza się, traci siłę, i otoczkę grozy. Tylko pamiętaj, to część twojej natury, ona się nigdzie nie wybiera. Jeśli pomyślałeś, że to jest dobra sztuczka na walkę z potworem, że akceptacja jest bronią…To wsłuchaj się … delikatny wietrzyk niesie z jaskini cichutkie, mniam, mniam, mniam.

Wzruszający jest ten nasz ludzki los

Ram Dass, nauczyciel duchowy z linii hinduizmu, podzielił się kiedyś swoją praktyką. Po 20-30 latach bycia nauczycielem i guru. Po długoletniej pracy i walce ze sobą. Kiedy zauważył, że bycie świętym nie zwalnia od spogląda na kobiety, czy tam, że objadł się słodyczami jak degenerat (to jego słowa). Dotarło do niego, że co jak co, ale on naprawdę się starał. I, że co jak co, ale on kurczę, naprawdę był święty. I zrozumiał, że to nie pomogło i nie wyleczyło go z człowieczeństwa…

Kiedy wreszcie to do niego dotarło, przestał się samobiczować i zaczął mawiać: „ jaki wzruszający jest człowiek, którym jestem”. Kiedy zaakceptował, że lubi słodycze. Kiedy dał sobie do tego prawo. Właściwie przestał je jeść. Chociaż, od czasu do czasu zjadł, z pełną miłością do siebie, jakieś potwornie tłuste ciastko.

Jeśli akceptacja jest szczera, jeśli zaakceptujesz i przygarniesz potworka. Jeśli nie będziesz go karmił poczuciem winy i wstydem. W skrócie, jeśli zaakceptujesz, że jesteś tylko człowiekiem, że masz słabości i że wszyscy jakieś mają, on pozostanie z tobą na zawsze, ale nie jako monstrum grozy. Tylko jako słodkie zwierzątko, które, od czasu do czasu, próbuje jakoś psocić.

Tu spróbuje podszeptać ci jakieś okropieństwo. Tam spróbuje podpuścić do samobiczowanka.  A ty, z pobłażliwością i łezką w oku zaśmiejesz się życzliwie, poklepiesz go po pleckach i podrapiesz za uszkiem. A potem wrócisz do swoich spraw. Życie może być znośne. I może się nawet skończyć od czasu do czasu małą czekoladką na diecie … pyszną i bez poczucia winy.

Wzruszający jest ten nasz ludzki los… więc przygarnij potworka.

Michał Szadkowski – O mnie

Jeśli Ci się spodobało, będzie mi miło jak udostępnisz lub zostawisz komentarz:)

Zobacz tez najnowszy wpis.

Share

Piękno Wolnych Ogrodów.

Czas czytania: 2 min

Dawno dawno temu,

W odległych czasach, w królestwie pełnym tajemnic, żył mądry władca, który darzył przyrodę szczególną miłością. Pragnął, aby całe jego królestwo tętniło życiem, bujną zielenią i feerią barw. Z tego powodu wydał dekret, zgodnie z którym każdy mieszkaniec miał obowiązek codziennie tworzyć i pielęgnować swój ogród, aby królestwo rozkwitło pięknem natury.

Początkowo mieszkańcy, choć niechętnie, podporządkowali się woli władcy. Z biegiem czasu jednak ich frustracja rosła, kwiaty i zieleń, zamiast cieszyć oko, stały się obiektem ich nienawiści. W końcu niezadowolenie wybuchło z pełną mocą – ludzie zaczęli buntować się przeciwko nakazowi, niszcząc ogrody, które, jak twierdzili, były źródłem ich cierpienia.

Zaniepokojony buntem, władca zwrócił się o pomoc do swojego mądrego doradcy. Ten zasugerował, by władca zlikwidował przymusowe prawo i pozwolił ludziom samodzielnie decydować, czy chcą zajmować się swoimi ogrodami. Władca, przekonany słusznością tej rady, ogłosił zniesienie obowiązku.

Gdy mieszkańcy zrozumieli, że nie muszą już pielęgnować swoich skrawków zieleni pod przymusem, ich gniew zaczął powoli wygasać. Odkryli, że to nie same ogrody były źródłem ich frustracji, lecz przymus. Z czasem wielu z nich z własnej woli wróciło do uprawiania ziemi, czerpiąc radość z pracy, sadzenia roślin i podziwiania piękna kwitnących kwiatów.

Bez przymusu królestwo zaczęło rozkwitać jeszcze bardziej niż wcześniej. Wspaniałe ogrody przyciągały podróżnych z dalekich krain. Ci, którzy wcześniej buntowali się przeciwko nakazowi, teraz z dumą dbali o swoje zielone zakątki. Ci zaś, którzy mieli inne pasje, mogli podziwiać te cuda bez konieczności zajmowania się nimi. Królestwo stało się symbolem harmonii między człowiekiem a naturą.

W ten sposób władca nauczył się ważnej lekcji – to przymus, a nie sama czynność, wywołuje niechęć. Wolność okazała się żyzną glebą, która pozwoliła mieszkańcom odkryć radość i satysfakcję w kontakcie z naturą, przyczyniając się do rozkwitu i piękna całego królestwa.

Michał Szadkowski – O mnie, Jeśli Ci się spodobało, będzie mi miło jak skomentujesz lub udostępnisz:)

Share

Róże, kolce i zwycięska cywilizacja.

Czas czytania: 2 min

Róże, kolce i zwycięska cywilizacja.

W odległym i tajemniczym zakątku świata istniało niezwykłe plemię Róż. Od niepamiętnych czasów żyły one w spokoju i harmonii we własnym królestwie kwiatów. Każda z nich posiadała wyjątkową cechę – ostre kolce, które skutecznie odstraszały wrogów i chroniły kwiaty przed zniszczeniem.

Jednak z biegiem lat i pokoleń, Róże powoli zaczęły tracić świadomość tego, po co mają kolce. Działały one na tyle dobrze, że coraz mniej Róż zdawało sobie sprawę z istotnej funkcji, jaką pełniły ich ostre wyrostki. Wiedza o zewnętrznych zagrożeniach, które kiedyś zagrażały ich przodkom, stopniowo zanikała, aż w końcu przestała być przekazywana młodszym pokoleniom.

Pewnego dnia jedna z młodszych Róż, która nie pamiętała o istotnej roli swoich kolców, postanowiła się ich pozbyć. Uznała, że są one nieestetyczne i przeszkadzają w codziennym życiu. Wkrótce inne Róże podzieliły jej zdanie i również zaczęły zrzucać swoje kolce, sądząc, że dzięki temu staną się piękniejsze i bardziej lubiane.

Niestety, gdy kolce zniknęły, roślinożercy zauważyli, że ich dawni wrogowie już się przed nimi nie bronią. Zwierzęta zaczęły atakować królestwo Róż, zrywając je z łodyg i pożerając. W krótkim czasie ogromna część królestwa została zniszczona, a Róże uświadomiły sobie, że popełniły straszliwy błąd.

Przerażone Róże postanowiły poszukać najstarszego i najmądrzejszego członka plemienia, Różę Mądrości, aby zasięgnąć jej rady. Róża Mądrości, która wciąż posiadała swoje kolce, opowiedziała im o ich dawnym celu.

Róże zrozumiały swój błąd i zaczęły na nowo pielęgnować swoje kolce. Przekazywały sobie nawzajem prawdę o ich przeznaczeniu, aby żadna z nich nie zapomniała, dlaczego są one tak ważne. W miarę jak ich kolce rosły na powrót, wrogowie ponownie zaczęli się ich obawiać, a królestwo Róż powoli wróciło do swojego dawnego spokoju i harmonii.

Ta opowieść przypomina nam, że czasami, gdy coś działa niezwykle skutecznie, możemy zapomnieć, dlaczego jest to potrzebne, i pozbywamy się tego, nie zdając sobie sprawy, że właśnie to chroni nas przed niebezpieczeństwem. Gdy jednak mamy szczęście i zrozumiemy, jak cenne są te rzeczy, które odrzuciliśmy, możemy odbudować naszą ochronę i nauczyć się na nowo doceniać wartość tego, co posiadamy.

Tak jak Róże, które nauczyły się ponownie docenić swoje kolce, również my powinniśmy pamiętać, że nie wszystko, co wydaje się nam niepotrzebne lub przeszkadzające, jest takie w rzeczywistości. Czasami to właśnie te rzeczy chronią nas przed jeszcze większymi problemami i niebezpieczeństwami, których nie dostrzegamy, gdy ochrona jest bardzo skuteczna.

Ważne jest, aby zrozumieć i docenić wartość różnych cech i zjawisk, zanim beztrosko się ich pozbędziemy. Czy jest to szczepionka przeciw odrze, posiadanie armii czy wolność słowa…

Michał Szadkowski – O mnie, Jeśli Ci się spodobało, będzie mi miło jak skomentujesz lub udostępnisz:)

Share

Psychologiczna Ruletka: Czy Odważysz Się Zaryzykować?

Czas czytania: 2 min

Psychologiczna Ruletka: Czy Odważysz Się Zaryzykować?

Co Wybierasz: Pewność Nieszczęścia Czy Ryzyko Nadziei?

Wyobraź sobie stół do rosyjskiej ruletki. Trzymasz w dłoni ciężki, zimny rewolwer. Naprzeciwko siedzi ktoś, kto również jest gotów podjąć grę. Masz dwa wyjścia:

  1. Oddać broń i czekać na strzał – masz 50% szans na przeżycie.
  2. Strzelić do siebie – masz 100% pewności, że padnie śmiertelny strzał.

Co wybierasz? Racjonalna odpowiedź wydaje się oczywista: oddając kontrolę, dajesz sobie szansę na przeżycie.

Ale…

Pozorna pewność, nawet jeśli oznacza coś złego, wydaje się łatwiejsza do zaakceptowania niż niepewność, która może prowadzić do ocalenia.


Psychologia Wybierania Pewności Kosztem Szczęścia

Ludzie często wybierają gwarantowane niepowodzenie zamiast ryzykować lepszą przyszłość. Wolimy nie odezwać się do interesującej osoby, by uniknąć ewentualnego odrzucenia. Wolimy nie wysyłać CV, by nie doświadczyć porażki.

To zjawisko można nazwać psychologiczną ruletką – rezygnujemy z szansy na sukces, by uniknąć niepewności. Paradoksalnie, nawet jeśli „pewna” opcja jest negatywna, daje nam złudzenie kontroli, a to często wystarcza, byśmy czuli się bezpieczniej.

Innymi słowy: pewność nieszczęścia jest dla wielu bardziej znośna niż ryzyko.

Skąd to się bierze? Nasz umysł boi się rozczarowania. Pewność – nawet jeśli oznacza coś złego – daje nam poczucie kontroli. Jeśli z góry skazujemy się na porażkę, unikamy ryzyka odrzucenia, wstydu, zawodu. Czujemy, że mamy wpływ na wynik, chociaż ten wpływ skazuje nas na gorsze życie. Tyle że ten „komfort” ma swoją cenę.


Odwaga w Podejmowaniu Ryzyka vs. Ryzyko Utraty Szczęścia

Wybór pewności – nawet tej nieprzyjemnej – może wydawać się rozsądny, bo pozwala uniknąć rozczarowań i porażek. Ale to tylko złudzenie.

Unikając ryzyka, tak naprawdę ryzykujemy coś znacznie cenniejszego – własne szczęście i spełnienie.

Oczywiście, często wydaje się, że wybór pewności – nawet tej nieprzyjemnej – przynosi spokój, bo unika się rozczarowań czy porażek. Jednak ta „pewność negatywności” to tylko złudzenie. Kiedy odrzucamy możliwość zaryzykowania w imię komfortu, tak naprawdę ryzykujemy coś znacznie cenniejszego – nasze własne szczęście i spełnienie. I rozczarowanie w długim okresie.

Największe życiowe wygrane wymagają ryzyka. Nie zawsze możemy wybrać opcję w 100% bezpieczną i pozytywną, ale gdy pojawia się szansa na zmianę – czasem warto postawić na niepewność.

Paradoksalnie, wybieranie „pewnego nieszczęścia” jest najbardziej ryzykowną decyzją, jaką można podjąć.

Bo jeśli nie zaryzykujesz – przegrasz na pewno.

Niech ten tekst będzie dla Ciebie inspiracją. Zamiast wybierać bezpieczną, ale negatywną drogę, spróbuj czasem zagrać o coś lepszego. Oddaj pistolet w ręce losu – bo wygrana czeka na tych, którzy odważą się zaryzykować.

Michał Szadkowski – O mnie, Jeśli Ci się spodobało, będzie mi miło jak skomentujesz lub udostępnisz:)

Share

Tłusty kreatywny kot

Czas czytania: 3 min

Tłusty kreatywny kot.

Pewnego ciepłego, słonecznego dnia przechodziłem obok ogrodu, gdzie na trawie wylegiwał się duży, gruby kot. Wydawał się całkowicie zrelaksowany, jakby świat wokół niego nie istniał. Leżał na plecach, wyciągnięty na słońcu, z zamkniętymi oczami, mrucząc cicho pod nosem. Obserwując go, zacząłem zastanawiać się nad tym, jakie są jego potrzeby – upolowana myszka, odrobina słońca, ciepło i spokój. Kot, mimo swojej widocznej beztroski, wydawał się w pełni usatysfakcjonowany tym, co oferował mu ten moment. Wtedy pomyślałem, jakie potrzeby musi zaspokoić człowiek, żeby mógł tak samo beztrosko wylegiwać się na słońcu.

Zaciekawiła mnie odpowiedź, która przyszła mi do głowy. Człowiek, oprócz podstawowych potrzeb, takich jak jedzenie, spanie, prokreacja, ruch czy przynależność do społeczności, ma jeszcze jedną fundamentalną potrzebę – kreację.


Kilka słów o kreacji…


Czym właściwie jest kreacja lub kreatywność? Zazwyczaj kojarzymy ją z artystami, z twórcami dzieł sztuki, ale moim zdaniem, profesjonalny artysta to jedynie wierzchołek góry lodowej. Każdy namalowany obrazek, stworzona foto książka, domek z lego, lub aranżacja domowego wystroju to przejaw tej samej potrzeby.

Kreatywność nie jest elitarną umiejętnością; to uniwersalna POTRZEBA każdego człowieka. Często wyrażana nawet w prostych, codziennych zadaniach.

Pracownicy korporacji czasem żartują: „Gdybym pracował w fabryce, to przynajmniej widziałbym, ile telewizorów skręciłem albo ile puszek zamknąłem.” Jest to pewien rodzaj tęsknoty za tym o czym piszę.

Natomiast pracownicy umysłowi nie powinni się tym martwić – jest szansa znaleźć w naszych codziennych zadaniach miejsce na wyrażanie i tworzenie, może nie w każdej fakturze, ale zawsze jest szansa.

Przykładowo, kiedyś widziałem znajomego z pracy, analityka, który robił prezentację. Z jaką starannością dopieszczał formatowanie, kolory i slajdy. Nie wynikało to z perfekcjonizmu, ale z radości, którą czerpał z samego procesu tworzenia – chciał, aby jego praca była nie tylko dobra, ale też estetyczna, może nawet piękna.

Człowiek jako istota kreatywna
Myślę o wszystkich mechanikach, hydraulikach, malarzach, kucharzach, twórcach biżuterii, adeptach kaligrafii czy muzykach. Każdy z nas, niezależnie od zawodu, czerpie satysfakcję z tworzenia czegoś nowego – czegoś, co wcześniej nie istniało i nie jest wynikiem jedynie prostej wymiany materii.

Jako ludzie kreujemy i mamy potrzebę tworzenia, tak jak chomiki mają potrzebę biegania przez określoną ilość czasu…

Kreujemy i nie ważne czy to raport miesięczny, naprawiony zlew, zwykły obiad podany rodzinie czy też akwarela 20x30cm.

Nadzieja i przestroga
Jeśli wydaje Ci się, że możesz po prostu wstać rano i wylegiwać się w słońcu jak kot, biada Ci, istoto kreatywna. Twój potencjał nie pozwoli Ci na to. Nie da Ci spokoju, nie będzie z Tobą negocjował i nie pozwoli Ci odpocząć, dopóki nie zasłużysz na to poprzez tworzenie – czy to skręcając szafkę, dobierając garderobę czy pisząc wiersz. Dopiero wtedy, po zaspokojeniu tej potrzeby, możesz w pełni spokojnie odpocząć na słońcu.

Michał Szadkowski – O mnie, Jeśli Ci się spodobało, będzie mi miło jak skomentujesz lub udostępnisz:) Myślę też, że jeżeli to czytasz to przypomnij sobie o tej niewielkiej, rzeczy, która sprawia, że masz delikatne poczucie winy i spróbuj jej chociaż dotknąć lub ją zacząć…

Share

Moc, dobro i zło.

Czas czytania: 5 min

Czyli czego można dowiedzieć się, oglądając z dzieckiem kreskówki.

Ostatnio przytrafiło mi się kilka rzeczy. Po pierwsze, oglądałem z synem jakąś odsłonę Transformersów – Wojna o Cybertron. Muszę przyznać, że seria ciekawie wprowadza nowe odsłony bohaterów znanych mi od dzieciństwa. Megatron i Optimus Prime toczą ze sobą wojnę. Cała historia jest ciekawa przez to, że są starymi towarzyszami broni i przyjaciółmi, a poróżniło ich spojrzenie na filozofię. Obaj deklarują chęć pomocy dla swojego ludu. Obaj chcą być obrońcami. Jednak to, co ich różni to pryncypia. Megatron pragnie mocy, aby chronić swoich poddanych. Optimus, aby ich bronić potrzebuje mocy. Każdy z nich poszukuje artefaktów, aby wyprzedzić drugiego. Niby to samo, ale z tak małej różnicy wynikają ogromne skutki. Dla Megatrona moc i siła, na początku niby jako środek do celu, stają się celem samym w sobie. W rezultacie, ten z początku pełen obowiązku żołnierz, zaczyna używać swoich poddanych, aby osiągnąć wielką moc. Seria pokazuje w dość przekonujący sposób, jak Megatron się degeneruje. Z postaci z dobrymi chęciami zmienia się w potwora używającego własnych poddanych jako przedmiotów (dosłownie).

Optimus Prime właściwie zaczyna w tym samym miejscu co Megatron. Pełen wątpliwości i dobrych chęci przywódca, tylko po drugiej stronie barykady. Jednak autoboty mają zasadę, o którą walczą: „Wszelkie świadome istoty, mają prawo być wolne”. I to ratuje Optimusa, mimo chwil zwątpienia.

Algorytmy YouTube a dobro i zło

Po drugie, chciałem zacząć wprowadzać mojego syna w podstawy pop kultury. Pokazałem mu Luka Skywalkera, Gandalfa i Frodo Baginsa. A przez to algorytm YouTube zaczął mi ostatnio podrzucać ogromną dawkę nerdowskich filmów o Star Wars i Władcy pierścieni. (Muszę przyznać, że w dzisiejszych czasach powinna obowiązywać zasada, „Pokaż mi jakie masz propozycje filmów na YT a powiem ci kim jesteś” :D)

Szczególnie Gwiezdne Wojny Lucasa są godne polecenia do analizy psychologicznej, bo mniej znanym faktem jest, że Lucas pisał pierwszą sagę (IV-VI) na podstawie „Monomitu” Josepha Campbela. „Monomit” to archetypiczna droga bohatera i został stworzony na podstawie analizy Mitologii wszelkich kultur, od inuitów i aborygenów, przez hinduizm po judeo-chrześcijaństwo.

Ciekawe jest spojrzenie na dobro i zło w tych światach. A jest to spojrzenie przez pryzmat mocy i władzy. W gwiezdnych wojnach ta moc nazywa się nawet „Moc” (co uważam za cudowne, bo przecież o to chodzi😊). We Władcy Pierścieni symbolizowana jest przez pierścień władzy, który kusi najpotężniejsze istoty śródziemia. Kusi w wyrafinowany sposób:

-„Skorzystaj ze mnie, pomyśl ile dobra możesz uczynić posiadając taką siłę”

Dobre postaci muszą oprzeć się pokusie. I to, że potrafią się oprzeć wizji mocy, mocy niby dla czynienia dobra, pokazuje ich mądrość i właśnie to, po której stronie stoją, bo wiedzą, że moc dla dobra kończy się mocą dla mocy. Intencje to za mało.

W gwiezdnych wojnach mamy 2 bohaterów, Dartha (Anakina Skywalkera) Vadera i jego syna Luka Skywalkera. Obaj są potężni, jednak Anakin, z troski o ukochaną żonę, daje się skusić ciemnej stronie. Jego mroczny mistrz przekonuje go: „Pomyśl, ile dobra można osiągnąć z taką potęgą”. Jednak ten oparty na dobrych intencjach krok, małe wykorzystanie istot jako przedmiotów a nie podmiotów, jeden kompromis sprawia, że granica decyzji powolutku przesuwa się w stronę mroku. Aż w końcu Anakin kończy jako zbrodniarz i morderca.

To tylko środek do szczytnego celu, potem Cel uświęca środki, a potem liczy się już tylko cel za wszelką cenę…

O naturze zła i komu się lepiej przyjrzeć.

I teraz ciekawostka. Chcę tu napisać o moim olśnieniu.

Ten sam algorytm youtuba zaczął mi podrzucać oprócz styli walki rycerzy Jedi i ekonomii Rohanu, filmiki w stylu „Dlaczego imperator miał rację” lub „Filozofia Saurona”. Po przyjrzeniu się co tam jest w środku, zrozumiałem. Argumenty zła są zawsze takie same.

„Nie ma czegoś takiego jak zło, są tylko punkty widzenia”

„Robię to dla większego dobra”.

„Wiem lepiej niż inni i dlatego dla ich dobra powinienem rządzić”.

„Robię to dla twojego dobra”

I ku mojemu zdziwieniu nawet w nerdowskim światku Gwiezdnych wojen i Władcy pierścieni, ktoś jest w stanie to kupić. Imperator miał rację, może wyrżnął swoich przeciwników, ale zapewnił porządek… Sauron może i robił złe rzeczy, ale dlatego, że był skrzywdzony i nie umiał inaczej.

To nie tyle zło, co bohaterowie tragiczni…

Chcieli dobrze, robili jak umieli, nie możemy oceniać. To dla większego dobra. To dla twojego dobra, bo ja wiem lepiej co jest dla ciebie dobre. W sumie dobro i zło to tylko słowa, zależy, gdzie stoisz, jaką masz historię. Świat nie jest czarno biały, wszystko jest trochę szare….

Dokładnie to samo co …

Natknąłem się ostatnio na cykl wykładów historyka Stephena Kotkina. Kotkin napisał gigantyczną biografię Stalina. Nie szczędził tam szczegółów, naprawdę obserwował i stworzył kompleksową sylwetkę. I najsmutniejsze jest to, że wydaje się, że nawet Stalin nie myślał o sobie, że jest zły. Wydaje się, że naprawdę wierzył w socjalizm i komunizm. Uważał, że jego czyny to tylko środek do celu, który przyniesie później większe dobro. Wynik, to kilkadziesiąt milionów zamordowanych ludzi i niepoliczalna ilość złamanych i przetrąconych żywotów. Dla większego dobra… A zło zależy tylko od punktu widzenia.

I to właśnie jest natura zła

Zło mówi, że to dla większego dobra.

Zło nie mówi, że jest złe. Mówi tylko, że zła nie ma.

-To zależy od punktu widzenia, zrozum motywy, ile jest odcieni szarości, ile dobra możesz osiągnąć dzięki kompromisom, wybierz mniejsze zło. Nie ma nic takiego jak jedna moralność czy prymitywne pojęcia zła. –

Bo gdy to tylko przyjmiesz, to w tle jest też, że skoro nie ma zła, to nie ma też dobra. Jeśli przyjmiesz to rozmycie i ambiwalencje, że nie ma zła i nie ma dobra, to zostaje tylko moc i władza. Bo dzięki temu cele nie są ani dobre, ani złe, środki nie są dobre ani złe. Są tylko skuteczne lub nieskuteczne.  

„Władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie… A wielcy ludzie to z reguły źli ludzie…” – lord Acton

I ostatnie może nie tak mroczne, ale bliższe codzienności zdanie mrocznej strony mocy:

Wiem od ciebie lepiej co jest dla ciebie dobre, i zrobię to dla twojego dobra, czy tego chcesz czy nie.

To zdanie często może opisać postawę młodych terapeutów, którzy naprawdę mają absolutnie czyste intencje. Którzy chcą pomagać, tylko którzy w którymś momencie zapomnieli o czym przestrzegali nasi nauczyciele i najwięksi teoretycy.

„Dobre intencje to za mało. Nie da się komuś zrobić dobrze wbrew jego woli” A co dla mnie najlepiej wyraził akurat Milton Friedman: „Wszelka dobra intencja jest przekreślona przez użycie przymusu, którym chcesz to dobro wprowadzać.”

Więc podsumowując moje olśnienie, jeśli słyszę:

Nie ma moralność, to tylko punkty widzenia i odcienie szarości i kompromisy. To dla większego dobra. To dla twojego dobra, czy tego chcesz czy nie.

To absolutnie natychmiast zapala mi się lampka ostrzegawcza „przyjrzyj się lepiej z kim masz do czynienia” Bo tak właśnie kusi i usprawiedliwia się zło.

I zostaje z takim memento, niech mi na co dzień towarzyszy w pracy, bo o wielu rzeczach można dyskutować, ale o tym nie:

„Każda świadoma istota jest podmiotem, a nie przedmiotem. Jest celem samym w sobie i ma niezbywalne prawo być wolna. Na swoją dolę i niedolę. Nie ma tutaj kompromisów.” – Tak mówi dobro

Michał Szadkowski – O mnie

Drogi czytelniku/czytelniczko skoro dotarłeś już tutaj, będzie mi miło, jak skomentujesz lub udostępnisz:)

Polecam też najnowszy wpis na moim blogu.

Share

Dobry trener czy Zły trener?

Czas czytania: 5 min

Dobry trener czy Zły trener?

Czyli… jakie chcesz mieć wsparcie na co dzień?

Chcę zwrócić uwagę na jedną oczywistą rzecz. Każdy z nas ma taką osobę, z którą przebywa najwięcej, której głos słyszy najczęściej i która wpływa na niego najbardziej. Oczywiście, to on sam. Na co dzień, podczas każdej czynności, słyszymy w głowie narracyjny głos, który komentuje wydarzenia i fakty. Jest to głos wyrażający opinie o świecie, ale także o nas samych.

Niestety, większość z nas słyszy zdania typu:

– Nie uda ci się.

– Jesteś nic niewart.

– Nie nadajesz się.

– Niczego nie potrafisz doprowadzić do końca.

– Zawaliłeś.

– Jesteś brzydki.

– Jesteś grubasem, objadasz się i nie ćwiczysz.

– Niczego nie osiągniesz.

– Nie wierzę w ciebie.

– Masz słomiany zapał itd.

Psychoterapia może pozwolić ci uświadomić sobie, czyj to głos: czy to głos mamy, taty czy babci. Tak naprawdę to nie jest ważne, bo ten głos w twojej głowie pełni funkcję Złego trenera.

Poznajmy Złego trenera…

Wyobraź sobie zawody sportowe: Adam Małysz wchodzi na skocznię, na jego twarzy widać skupienie. Nagle kamera zbliża się i pokazuje, jak podbiega do niego Apoloniusz Tajner i zaczyna do niego wrzeszczeć:

– Ty gnido! Nie umiesz skakać! Ty tłuściochu, grubasie! Spadniesz jak kamień! Nie nadajesz się! Niczego nie osiągniesz! Po co w ogóle próbujesz, przegrańcu!

Inny wariant:

85 minuta meczu, Bayern remisuje 1:1. Robert Lewandowski ma już wejść z ławki na boisko, aby odmienić losy spotkania i wtedy… Hansi Flick, jego trener, szepcze mu do ucha:

– Robert… nie wierzę w ciebie… nigdy nie wierzyłem… Uważam, że jesteś oszustem i teraz cały świat zobaczy, że jesteś nikim.

Wzruszające sceny godne filmu z happy endem?

Niestety nie. Tak mówiłby Zły trener. 99,9% ludzi w 99,9% przypadkach jest zdemotywowanych, gdy słyszy takie słowa. One powodują, że działasz o te kilka, kilkadziesiąt procent gorzej.

Wyobraź sobie, że w stresującym momencie słyszysz takie słowa… i teraz powiedz mi, że jest to przyjemne i że wzbudza pewność siebie… Dla mnie osobiście takie słowa są nieprzyjemne i demotywujące.

Tak mówi Zły trener, a jego słowa są po prostu złe. Nie chodzi o to, że są moralnie złe, chociaż to oczywiście też. Chodzi o to, że nie są w żaden sposób skuteczne jako narzędzie motywacyjne. One po prostu nie działają. A raczej działają na odwrót – demotywując.

Wracając do początku: czyj głos słyszysz najczęściej i z kim jesteś najbliżej?

Tak, tak, ogromna część z nas nosi ze sobą na co dzień Złego trenera.

Dobry trener

Niestety, Złego trenera nie da się po prostu zwolnić. Jeśli zamieszkał u ciebie, to nigdzie się nie wybiera. Natomiast jest inne rozwiązanie: trzeba wziąć jeszcze na pokład Dobrego trenera. Większość z nas nie ma pojęcia, co to znaczy, bo nigdy nie spotkaliśmy kogoś takiego. Oto przepis, jak stworzyć sobie dobrego trenera w trzech prostych krokach.

1. Krok pierwszy

Odpowiedz na pytanie:

Kogo szanujesz? Kto ci imponuje? Kto jest dla ciebie ważnym autorytetem?

(Pierwsza osoba, która przyszła ci na myśl, jest najlepsza)

To może być ktoś prawdziwy, kogo znasz, ale może to być też postać lub bohater z filmu, gry czy z książki.

(Porada dla zaawansowanych, kiedyś to możesz być ty sam)

2. Wyobraziłeś sobie?

To teraz doświadczenie:

Wyobraź sobie, że ta postać patrzy teraz na ciebie i mówi (czytaj to do siebie jej głosem):

– Wierzę w Ciebie!

– Szanuję Cię!

– Dasz radę!

– Skup się na celu.

– Jeśli nie spróbujesz, to na pewno się nie uda. Jeśli spróbujesz, to masz dużą szansę.

– Każdy się boi, ale jak zaczniesz działać, to i strach przejdzie.

Jakie jest dla ciebie to doświadczenie? Przyjemne czy nieprzyjemne?

Oczywiście, to były lekkie (totalne) sztampy, ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że jak pokazują badania, gdy słyszysz takie słowa, to czujesz się lepiej. Czujesz się lepiej nawet wtedy, gdy ktoś wcześniej ostrzegł, że teraz będzie kłamał i tak naprawdę nie wierzy w to, co mówi. Ty też możesz w to (kurde!) nie wierzyć, ale musisz to sobie powtarzać 😀

3. Już wiesz, co powinien mówić Dobry trener?

Tak naprawdę to archetyp mędrca-nauczyciela. Każdy z nas, kto przeczytał znaną książkę lub obejrzał jakiś głośny film, zna kogoś takiego: Obi-Wan, Yoda, Dumbledore, Gandalf czy Morfeusz z Matrixa. Wszystkie te postacie zbudowane są na podobnym archetypie.

Wszystkowiedzący, ale umiejący wybaczać; surowy, ale sprawiedliwy. Rozliczający tylko z rzeczy, na które miałeś wpływ i widzący w tobie więcej, niż ty sam zdajesz sobie z tego sprawę.

Nie każdy poznał kogoś takiego. Jeśli masz podobne doświadczenie, to skarb, z którego możesz korzystać (zachęcam!). Co do pechowej większości: jeśli chcemy się rozwijać i funkcjonować, to mamy obowiązek sobie kogoś takiego znaleźć lub stworzyć. Najlepiej natychmiast 😊

Czasami pomocne jest zastanowienie się nad tym… co bym powiedział ważnej osobie, gdyby przyszła do mnie po pomoc? Tylko należy potraktować siebie samego, jak tę ważną osobę… A jeśli nie wierzysz, że jesteś ważny – to… no tak 😊 zatrudnij Dobrego trenera!

Co wybierasz?

Wyobraź sobie, że masz coś do zrobienia i musisz posłuchać jakiegoś głosu. Możesz wykonać telefon do Złego trenera lub do Dobrego trenera. Powiedz mi, kto ci bardziej pomoże osiągnąć cel albo kto mniej przeszkodzi?

– Słuchaj muszę przygotować na jutro ten raport (prezentację, zrobić zakupy, napisać wypracowanie lub cokolwiek innego).

Zły trener:

– Ty nieudaczniku! Boisz się, bo jesteś leniwym zerem!

– Zawsze zostawiasz wszystko na ostatni moment!

– Dlatego jesteś nikim!

– Nikt cię nie kocha! Skończysz samotny i w biedzie!

– Wszystko potrafisz s@#$%%! Nigdy nie osiągniesz sukcesu!

– Wstydź się!

Dobry trener:

– Co chcesz tutaj osiągnąć? Powiedz prawdę…

– Ok, co się musi wydarzyć, żebyś to zrobił?

– Każdy popełnia błędy, powiedz mi, co możesz zrobić dziś lub jutro, żebyś czuł, że zacząłeś je naprawiać?

– Jaki będzie następny krok, który jest dla ciebie możliwy do wykonania? Ale nie ściemniaj mi o zmienianiu świata i że następnym razem zaczniesz wcześniej. Powiedz mi: co możesz konkretnie dziś zrobić, co nie zajmie więcej niż 5-10 minut, a co sprawi, że będziesz się bardziej szanować?

– Najlepszy czas był wtedy, ale tam się już nie cofniesz. Drugi najlepszy czas, żeby zacząć jest właśnie teraz…

– Skup się na celu!

Powiedz mi: co wybierasz?

Pamiętaj! Nie jesteś odpowiedzialny za to, że Zły trener jest w tobie. Jeśli istnieje – to już po ptakach – nic na to nie poradzisz. Jesteś jednak odpowiedzialny za to, czy dbasz o istnienie Dobrego trenera.

Jeśli chcesz osiągnąć jakiś cel (a jeśli ich jeszcze nie masz, to lepiej pogadaj z Dobrym trenerem 😊), którym może być: lepsza relacja, awans w pracy, spacer, siłownia czy bogatszy czas z dziećmi; bądź ze sobą uczciwy i powiedz, kto ci bardziej pomoże w jego realizacji?

Dasz radę! Wierzę w ciebie 😊

Michał Szadkowski – O mnie

Jeśli choć trochę Ci się spodobało, będzie mi miło, jak skomentujesz lub udostępnisz:)

Polecam też najnowszy wpis na moim blogu.

Share

Hardware i software. Pochwała człowieka w 700 słowach. Część 2.

Czas czytania: 5 min

Mózg.  Czyli ostateczna rzecz która sprawia, że nasz hardware jest wyjątkowy.

O mózgu i wewnętrznym oprogramowaniu. Język

Setki milionów lat ewolucji wyposażyło nas w 85 miliardów neuronów. I nagle powstaje ostateczny hardware. Kawał sprzętu na którym można uruchomić naprawdę skomplikowane programy. Mózg który ma odpowiednią moc żeby zbierać i opracowywać w czasie rzeczywistym dane z naszych zmysłów i rozsyłać je do układu nerwowego. I w drugą stronę. Z ciała i potrzeb do zmysłów. Np. nasz wzrok działa tak, że widzimy zadaniowo. Oznacza to, że gdy czujemy głód, to zauważamy na ulicy piekarnie i restauracje. A kiedy potrzebujemy toalety, to zauważamy znak WC.

Cały ten zestaw ciała, mózgu i zmysłów jest doskonale przystosowany do środowiska łowiecko zbierackiego. Wbudowany system instynktów, odruchów warunkowych i podstawowego ewolucyjnego oprogramowania, pozwalał lecieć wtedy na autopilocie przez życie bez większego zastanawiania, bo jak mówi Profesor Jerzy Vetulani: „Mózg wyewoluował jako narzędzie do przeżycia a nie do myślenia” ale…

Język

ale… nagle okazuje się, że ten sprzęt pozwala uruchomić język. Skomplikowany abstrakcyjny system do komunikacji między osobnikami, do komunikowania różnych przekazów kulturowych. System do analizy z abstrakcyjnego poziomu, takich rzeczy jak społeczeństwo, kultura, kosmologia i technologia.

A także zdolny do samo programowania się.  Innymi słowy mózg oprócz świetnego narzędzia z ewolucyjną porcją programów zawartych, że tak powiem fabrycznie, stał się też sprzętem, na którym można było uruchomić nieskończoną ilość programów (software`u). Ewolucja przeniosła się z powolnej genetycznej ślamazarności, w nieskończenie szybszy poziom software. I to software, który można przekazać młodym osobnikom. Dzięki temu następne pokolenie nie zaczyna od zera, a z poziomu rozwoju, do którego doszło poprzednie. Oczywiście z pewnym kosztem edukacyjnym.

Z drugiej strony znanym faktem jest, że jak ktoś już wymyśli koło, to cała reszta chwyta o co w tym chodzi bardzo szybko. Np. teoria względności Einsteina lub mechanika kwantowa, były znane przed 2 wojną światową tylko kilku naprawdę wybitnym umysłom. Wymyślenie i opanowanie ich zajęło im większą część karier.

Natomiast teraz jest tak, że te tematy studenci poznają na pierwszym lub 2 roku fizyki, chemii i większości nauk ścisłych. A podejrzewam, że mało kto w Polsce nie słyszał o teorii względności. Stała się to więc w pewnym sensie wiedza potoczna. I nowi geniusze będą wymyślać coś jeszcze bardziej skomplikowanego korzystając już z tych cegiełek.

A to wszystko dzięki temu, że potrafimy używać, a także uczyć się nowych słów i języków( takich jak np. angielski lub matematyka) przez całe życie.

O kulturze

Kultura to nic innego jak pewne językowe oprogramowanie. System zakazów i nakazów. Wskazówek i odpowiedzi na pytania, JEŻELI jesteś w takiej sytuacji TO co robić.

Jak traktować swoich i obcych? Kto jest swój, a kto jest obcy? Co jeść? np. Jeśli jesteś głodny i widzisz czerwonego grzyba z białymi plamkami, to czy to dobry pomysł, czy Światowid jednak się na ciebie obrazi…

Kultury ewoluują w takim samym stopniu jak organizmy, tylko o wiele szybciej….

Czyli innymi słowy, znów mamy przykład jak powolny proces ewolucyjny doprowadził nas do miejsca w którym dostosowanie się do warunków otoczenia może przebiegać o wiele szybciej. Nie z pokolenia na pokolenie, tylko na poziomie osobnika. A następne pokolenie mimo braku różnic fizjologicznych, dzięki cywilizacji zawartej w języku, może zacząć stopień wyżej.

Ewolucja na poziomie software.

Chce tu napisać dwie rzeczy, że zmiana przeniosła się na poziom kulturowy i technologiczny (software`u). A druga sprawa, że nasz hardware właściwie się nie zmienił w czasie gdy my przeszliśmy od jaskiń przez rolnictwo aż do poziomu energii nuklearnej, Internetu i lotów w kosmos. Gdzie umiemy już nie tylko dostosować się do środowiska, ale przebudowujemy środowisko pod nasze potrzeby. I to w niewiarygodnym tempie.

W mgnieniu ewolucyjnego oka ( 50-70 tysięcy lat w ewolucji to czas niezauważalny), człowiek dochodzi do poziomu gdzie jego technika jest właściwie nierozróżnialna od magii. Nieustanne są zmiany kulturalne. Czyli nasz software zmienia się nieustannie, ale nasz hardware został na poziomie naszego przodka, mieszkańca afrykańskiej sawanny. Nie było właściwie ewolucyjnego czasu, żeby coś znaczącego zmieniło się w instynktach, np. w podstawowych reakcjach walcz lub uciekaj, lub w potrzebach. Wystarczy dodać, że człowiek urodzony powiedzmy 10 tysięcy lat temu, który jakimś cudem w wieku niemowlęcym zostałby przeniesiony do współczesności, byłby nie do rozróżnienia w żaden sposób od nas. Dlatego trwają prace w różnych dziedzinach nad człowiekiem, i stąd ten koncept hardware i software.

No to natura czy wychowanie?

Moim osobistym zdaniem, żeby zrozumieć siebie w pełni nie powinniśmy poniechać żadnej strony naszej istoty. Nie rodzimy się czystą kartą. Mamy mnóstwo hardware`u i podstawowego oprogramowania. To jest nasz wewnętrzny system. I on jest niezmienny od wielu tysięcy lat. Puki ludzie mają śledzionę serce i wątrobę, określoną fizyczną budowę, będą mieli podobny świat wewnętrzny. „Anthropos” jak powiada Joseph Campbell. Świat archetypów jak powiada C.G. Jung. Podświadomość jak powiada Psychoanaliza. Reakcje fizjologiczne. Cykle hormonalne. Reakcje, które omijają w swoim działaniu płat czołowy. Ignorować to można tylko na własną zgubę.

Ale,

Nie jesteśmy tylko wynikiem naszych instynktów i podświadomości. Gdyż oczywiste jest, że podświadomość i wewnętrzne oprogramowanie wchodzi w interakcję ze światem zewnętrznym. I świat zewnętrzny może wpływać i modyfikować stare systemy na nowy sposób. Jesteśmy też w stanie sami zerknąć w siebie i zobaczyć nasze wewnętrzne procesy. Czy to samotnie podczas medytacji czy to podczas terapii w dialogu z drugim człowiekiem (a najlepiej obie rzeczy).

Dzięki tej jednej cesze, czyli abstrakcyjnemu językowi. Jesteśmy w stanie oddziaływać na siebie (nawet na siebie samych), w sposób o skale wielkości bardziej skuteczny, niż cokolwiek co do tej pory wymyśliła ewolucja. Jednak tylko do pewnego miejsca, ograniczonego przez jakiś rodzaj samej fizyczności.

Może nie mamy wpływu na to, jak wygląda cykl produkcji adrenaliny w sytuacji zagrożenia, ale możemy mieć poznawczy wpływ na to, jaką sytuacje postrzegamy jako sytuacje zagrożenia .

I to, i to.

W debacie czy my jako ludzie (i nasze mózgi), jesteśmy czystą kartką możliwą
do zapisania, jak tylko naszym rodzicom i społeczeństwu się podoba, czy też
mamy ściśle określoną naturę, zajmuje dość jasne stanowisko. Mianowicie: I to i
to. W wielu kwestiach, naprawdę wielu kwestiach, my jako ludzie możemy się
uczyć i naprawdę ma znaczenie, co na tych pustych kartkach się znajdzie. Jednak
w wielu kwestiach rodzimy się z określoną naturą.

Michał Szadkowski – O mnie, Jeśli Ci się spodobało, będzie mi miło jak skomentujesz lub udostępnisz:)

https://www.youtube.com/watch?v=sRv19gkZ4E0 – o Eboli

https://www.youtube.com/watch?v=zQGOcOUBi6s –  a tu o okładzie odpornościowym.

https://www.youtube.com/watch?v=NNnIGh9g6fA&list=PL848F2368C90DDC3D – Human Behavioral Biology Robert Sapolsky

Share

Hardware i software. Pochwała człowieka w 700 słowach.

Czas czytania: 4 min

Hardware i software. Pochwała człowieka w 700 słowach.

Spójrzmy na człowieka. Moim zdaniem najwspanialsza istota w znanym do tej pory wszechświecie. Najnowszy model hardware`u i całkiem niezły wybór software`u . Projekt kilkuset milionów lat ewolucji. Osobiście ostatnio do mnie dotarła całkiem oczywista rzecz. Nasze ciało to jeden z najbardziej wyrafinowanych projektów we wszechświecie. Filmy, kultura i wiadomości o epidemiach, działają na mnie podprogowo w taki sposób, że wydaje mi się, że nasze ciała są kruche i delikatne…ale to brednie. Jesteśmy kręgowcami. To jest ogromny skok rozwojowy vs bezkręgowce. Jesteśmy stałocieplni. Żadnego wygrzewania się na głazach żeby przetrwać! (kij wam w oko salamandry!!) I układ odpornościowy. O mój boże…

Układ odpornościowy

…Nasz układ odpornościowy to marzenie designu!!! Ostatnio oglądałem film na Kurzgesagt o eboli. O jednym z najbardziej śmiercionośnych wirusów jaki grasuje. Linki na dole. W tym 5minutowym filmie po wyjaśnieniu jak ten wirus sprytnie niszczy (a ciekawe jest to, że atakuje po pierwsze komórki układu odpornościowego), podana jest straszna wiadomość, że około 6 na 10 osób ginie. Dokładnie 53%. Rozumiesz? Najbardziej śmiercionośny wirus, który specjalizuje się w niszczeniu naszego układu odpornościowego, a dopiero potem reszty, ma wynik 53%. To znaczy, że nasz układ odpornościowy jest takim kozakiem, że nawet na to znajduje odpowiedź. Rozumiesz? Jakby ktoś mi powiedział, że dostane najbardziej śmiercionośny wirus to brzmi  to jak auto kaput. A tu ktoś mówi, hej masz śmiercionośną gorączkę krwotoczną i 47 procent szans na przeżycie, bo masz totalnie wypasiony układ odpornościowy. Tu przecież chodzi o wyspecjalizowanego zabójcę a osiąga 53%. I jest to najlepszy wynik jaki uzyskują wirusy. Czyli takie ledwo zaliczone na egzaminie, taka 3 z minusem. Innymi słowy nasz układ odpornościowy to naprawdę trudny orzech do zgryzienia. Jakoś te liczby sprawiły, że zacząłem totalnie doceniać sprzęt na jakim operujemy.

Czemu jest taki skuteczny? Gdyż jest inteligentny i uczy się. I to bardzo szybko. Nie z pokolenia na pokolenie, ale z godziny na godzinę. Moim zdaniem proces ewolucji doprowadził nasz układ odpornościowy do miejsca kiedy jego zmiana i usprawnienie, nie jest już ograniczona powolnością procesu ewolucji. I to jest zupełnie nowa jakość. Kategorycznie zwiększone możliwości przystosowania się do środowiska.

Chwilka o naszej genetyce.

Słuchałem kiedyś serii wykładów Roberta Sapolsky`ego ( dziękuje ci YT za to, że nie musiałem się dostawać na Stanford, tylko Stanford dostawał się do mnie, przez słuchawki, podczas dojazdów do pracy). Jeśli masz wolne 40h gorąco polecam. Link na dole

Pamiętacie pewnie ze szkoły, że posiadamy DNA i geny, i że one decydują o wielu rzeczach np. o wszystkim :D. Ale nie mówią nam jednego. Nasz kod genetyczny to nie kilka tysięcy genów. Nasz kod to kilka tysięcy genów, które zajmują kilka procent naszego DNA. Powiedzmy 10%. Naukowcy myśleli, że reszta, czyli pozostałe 90%, to jakieś zanieczyszczenia np. DNA wbudowanych śpiących wirusów. Naukowcy zmienili zdanie. Okazuje się, że pozostałe 90% to warunkowe pętle ekspresji (JEŻELI–> TO). To znaczy, że większość naszego DNA to oprogramowanie, które reaguje na bodźce z otoczenia i w zależności od tych bodźców troszkę inaczej nas buduje. Pewnie ktoś słyszał, że mamy bardzo dużo DNA wspólnego z małpami. To prawda, wśród tych 10% jest podobno niewiele różnic. Kostki do budowy mamy bardzo podobne. Ale oprogramowanie jest diametralnie inne. Rozumiesz, z cegieł możesz zbudować i lepiankę i Notre Dame, zależy jak jej użyjesz.

Fakt, że na ekspresję naszej genetyki ma wpływ także informacja zwrotna ze środowiska, niesie też ze sobą ciekawą myśl. Nasze środowisko wewnętrzne np. poziom hormonów stresu także wpływa na niektóre pętle ekspresji. Co to znaczy? Np. Jeżeli zaczynasz lepiej o siebie dbać, to masz niższe poziomy kortyzolu (hormonu stresu). A w związku z tym, że część ekspresji DNA zależy od poziomu kortyzolu, to zaczynasz się zmieniać na poziomie komórek. Zmiana psychiczna odbudowuje się po pewnym czasie na poziomie molekularnym, żeby lepiej się dostosować do warunków w których żyjesz i które sobie zapewniasz. Niech ci przez myśl nie przejdzie oddzielać psychologii od biologii. To są rzeczy współoddziałujące na siebie. W obie strony.

Inny wniosek jest taki, że twój brat bliźniak który wyrastałby na Saharze byłby trochę inny niż brat bliźniak, który wyrastałby na Antarktydzie i inny niż brat bliźniak który miałby więcej powodów do zmartwień niż ty i inny niż taki, który miałby mniej. Itd. Itp.  Ciekawe też jak wyrosną ludzie urodzeni w przestrzeni kosmicznej, lub na księżycu , lub na marsie…

Czyli podsumowując znów mamy przykład jak powolny proces ewolucyjny doprowadził nas do miejsca, w którym dostosowanie się do warunków otoczenia, może przebiegać o wiele szybciej, niż z pokolenia na pokolenie. Tylko w trakcie życia osobnika.

Kawał dobrego sprzętu mówię wam! Kawał inteligentnego sprzętu. Wyczerpało mi się 700 słów a nie chce mi się zmieniać tytułu, więc w następnej części o ostatecznym hardware który mamy w posiadaniu i o co chodzi z software.

Michał Szadkowski – O mnie, Jeśli Ci się spodobało, będzie mi miło jak skomentujesz lub udostępnisz:)

https://www.youtube.com/watch?v=sRv19gkZ4E0 – o Eboli

https://www.youtube.com/watch?v=zQGOcOUBi6s –  a tu o okładzie odpornościowym.

https://www.youtube.com/watch?v=NNnIGh9g6fA&list=PL848F2368C90DDC3D – Human Behavioral Biology Robert Sapolsky

Share